Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)

Jesteś na: Relacje » Polska » Zamek Troposztyn

Wyprawa na zamek Tropsztyn (2010)

Autor: Adamar

W niedzielę rano doszliśmy do wniosku że pogoda jest obiecująca na daleki wypad, postanowilim z Kierownikiem Wycieczki: Zajączkiem. Odwiedzić rejony południowej Polski, zobaczyć a raczej objechać jezioro Rożnowskie, jezioro Czchowskie, wstąpić i zwiedzić zameczek Tropsztyn.

MAPA

Koło 11 w niedzielę wyjechaliśmy w sile 2 motóry na tą 430 kilometrową wycieczkę. Zajączek tym razem przejął wszystkie funkcje tz. Organizatora, Prowadzącego, jak i rzecz jasna Kierownika onej wycieczki. Obsada nieco uboższa bo tylko trzy osoby, Zajączek to wiadomo, Zajączkowy Leszcz (młodszy), no i ja, niestety bez Ewci, zdjęć z motóra nie będzie !! Przez Busko, Tarnów dojechaliśmy do Gródka nad Dunajcem. Woda w jeziorach niestety strasznie brudna, mętna, brązowa niemalże, okoliczne nieczystości spłynęły wszystkie, gałęzie, puszki itp.

Jak postanowiliśmy na początku wycieczki zamierzaliśmy okrążyć jezioro Rożnowskie, a tu niestety klops !! Podziwialiśmy głupotę projektantów i wykonawców tej drogi, na wysokości mnie j więcej Lipia zmyło całą jezdnię, spadła około 500 m na dół. Około 3 metrów już pod byłą drogą nadal wypływa woda, co prawda w niewielkich ilościach ale jednak, wystarczyłoby porobić przepusty co jakiś czas w odpowiednich miejscach i nic by się nie stało (oczywiście w czasie budowy, teraz już raczej za późno).

Na razie nie radzę jechać w tamte okolice, co chwila są zwężenia, w wielu miejscach ruch wahadłowy, na głównej drodze korki po obu stronach po 3 km lub więcej, motórem śmignąć jakoś można. Wróciliśmy więc do Gródka, tu oczywiście obiadek (Zajączek i Leszcz musieli uzupełnić poziom kapusty w organizmie)

Bocznymi drogami dotarliśmy do Rożnowa i dalej do Zbyszyc na drugą stronę jeziora, widoki przecudne, fajne wąziutkie mostki na jedno auto, super winkle, droga stworzona do motórzenia !! Leszcz musiał troszkę odpocząć, zmęczyło bidulę siedzenie z tyłu, Zajączek nie chce mu dać poskramiać Tygrysa !!

Nadszedł czas na nasz główny cel wycieczki: Zamek Tropsztyn. Zamek stoi tuż przy głównej drodze 75 lecącej wzdłuż Dunajca. Piękny zamek w lesie, nad pięknym rozlewiskiem. Do tego osadzony na skałce i kompletny a nie ruina. Wybudowany na przełomie XIII i XIV. Ogólnie nie wsławił się żadnymi ważnymi wydarzeniami historycznymi jednak uroku mu to nie ujmuje. Obecnie jest w rękach prywatnych właścicieli, którzy udostępniają go do zwiedzania tylko w lipcu i sierpniu, bilet 5 zł.

Zamek podobno jest połączony tunelem z maleńkim kościółkiem znajdującym się po drugiej stronie jeziora, w zamkowych lochach jest tam zamknięta odnoga, widniejący tam opis mówi że badania sejsmografem oraz badania przez różczkarzy i innych jasnowidzów wykazały tunele około 15 m niżej. Podziemia i lochy zamku zapierają dech w piersiach, wspaniale odrestaurowane, zamek jest jedną z ciekawych atrakcji Małopolski. Zamek stoi na dawnym Szlaku Węgierskim a jego pierwszym właścicielem był Dobrosław Ośmiróg zwany Gierałtem. Jego historia jest szczególnie niezwykła. W pewnym okresie czasu zamek opanowali zbójcy grabiący przejeżdżających tamtędy kupców. Kiedy właściciele pobliskiego zamku w Rożnowie napadli na zamek zabijając rozbójników, przy okazji zrujnowali zamek który od tego czasu zaczął chylić się ku upadkowi. Podobno właścicielem zamku w pobliskiej Niedzicy stał się potomek Inków, który według legendy w zamku w Tropsztynie ukrył legendarny skarb Inków. Na tym zakopanym skarbie podobno ciąży klątwa, która dotknie każdego próbującego go odnaleźć. Potomkowie władcy Inków odkupili zamek i odrestaurowali. Obecnie zamek w Tropsztynie stanowi niemałą atrakcję dla turystów. Zamek i okolice, oceńcie sami, dla mnie bajka. Widać że właściciele nie wydali ostatnich pieniędzy na odbudowę i renowację, to lądowisko jest przez nich używane.

Postanowiliśmy wrócić przez Kraków, i odwiedzić rynek. Przy okazji pojechaliśmy ładny kawałek autostradą A4. Konie to też moja pasja.

Kawka, cola, krótki odpoczynek, i w drogę do domu !! Tanio nie było. No ale w klubie pod Jaszczurami musi kosztować, na szczęście była Zajęcza kolejka. Oczywiście Zajączek musiał schłodzić futerko wspaniałymi lodami Smile. Tradycji stało się zadość-postój w Antolce. Ja z Leszczem młodszym Zajączkowym też po lodzie wciągnęliśmy.

Na koniec napiszę jak zawsze: jeszcze w tym roku w parę fajnych miejsc pojadę i parę fajnych miejsc zobaczę, nie wiem tylko czy to opiszę. Jak mi się będzie chciało to może