Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)

Jesteś na: Relacje » Polska » Touratech EVENT 2010

Touratech EVENT (2010)

Autor: bober

Pomysł wspólnego wypadu zrodził się na jednym z środowych spotkań w Korsarzu. Propozycję wspólnego wyjazdu rzucił Drukarz – Nick forumowy vpawel. Wstępne założenia grupy były dość ambitne w końcowej konfiguracji wyklarował się skład jednodomkowy. Grupa składała się z Drukarza, Dluka, Motomeda z Kasią oraz ja (Bober) z Justina. Ze względu na różne miejsca startu ustaliliśmy, że będziemy się łapać na trasie. Ja z Drukarzem ustaliliśmy, że wspólnie będziemy lecieć od samej Warszawy. Wszystko zaczęło się w piątek 10 września na stacji Shell około 14 wylotówka na Katowice.

Pierwotną godziną spotkania była 13.00, ale ze względu na duże korki oraz kufry boczne mieliśmy mały poślizg. Startując z Warszawy wstępnie umówiliśmy się z DLukiem i Motomedem w Częstochowie około 16. Pomimo bardzo słabych prognoz pogoda była wręcz rewelacyjna. Od Warszawy prowadził Drukarz, starając się mnie nie zgubić. Podczas krótkiego postoju na Statoil koło Piotrkowa okazało się że różnice w czasie dotarcia do Częstochowy pomiędzy nami, a resztą są na tyle duże, że doszliśmy do wniosku że spotkanie na miejscu w Żywcu. Kolejny postój na mały popas wykonaliśmy w Mc’Donalds w Czechowicach – Dziacicach, gdzie spotkaliśmy jeszcze nieznanych „tourtechowych znajomych”. W tym momencie Motomed z Kasią był już na miejscu i pocieszył nas, że na miejscu już leje. Po ubraniu kondonków ruszyliśmy i zaczęło lać. Na miejscy powitał nas Motomed z Kasią już po kolacji, szczęśliwcy dotarli jako pierwsi, jeszcze suchą „oponą” później Drukarz i my, na końcu DLuk.

Po zakwaterowaniu udaliśmy się na wspólną kolacje. Kolacja się trochę przeciągnęła, pomimo świadomości, że następnego dnia czeka na nas trasa „turystyczna”. Niestety pogoda nie dojechała i kolejny dzień przywitał nas mżawką. W związku z tym, że bawiliśmy w jego okolicy odwiedził nas Ryba z rodziną. Pomimo wyjątkowo nie sprzyjających warunków Motomed z Kasią dzielnie przygotowywali się do trasy turystycznej. DLuk, Justina i ja doszliśmy do wniosku, że dołączymy do reszty wycieczki w czasie obiadu, w głębi ducha liczyliśmy, że pogoda się poprawi.

Drukarz stwierdził, że Żywiec z kija w ośrodku jest na tyle dobry, że nigdzie nie jedzie :) Pogoda nie odpuszczała, a my zrobiliśmy się głodni. Chciał nie chciał trzeba było jechać do Koniakowa na obiad. Po drodze, przekonaliśmy się, że z nowo wybudowanej ekspresówki S69 nie ma zjazdu na 943 jadąc od granicy. Po pysznym obiedzie pogoda trochę odpuściła więc przyłączyliśmy się do trasy turystycznej. Już po 1 km poważnie rozważałem słuszność tej decyzji, nie ze względu na pogodę ale ze względu na organizację grupy wg. Zasady „kto ostatni ten …”

Po szczęśliwym powrocie do bazy rozpoczął się blok prezentacji producentów oraz relacje z podróży. Wyjątkowym momentem była prezentacja z ostatniej podróży Izziego z forum Afrika Twin. Jego pamięć uczciliśmy minutą ciszy. Po prezentacjach rozpoczęła się kolacja i nocne polaków rozmowy przy kolacji. DLuk zaproponował, żeby ulżyć naszym żołądka przy takiej obfitości jedzenia i kupił pierwszą flaszę, pierwotnie miała to być jedyną tego wieczoru. Wieczór umilał koncert "live" Przystanku Mrówkowiec, na początku nic nie zwiastowało tego co się będzie działo, charyzmat i głos wokalistki powalał.

Atmosfera była coraz bardziej podniosła... dziewczyny przeniosły imprezę na wyższy poziom (stoły) Ciąg dalszy występu dziewczyn i całej imprezy jestem zmuszony ocenzurować... ;) Nazajutrz Drukarz zorganizował konkurs gdzie zwyciężał ten kto zyskał 0 pkt. Rywalizacja była bardzo zacięta... wszyscy zwyciężyliśmy kaca. No cóż to był piękny weeeekend :) domek nr 18 żywa legenda :)