Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)

Jesteś na: Relacje » Europa wschodnia » Rumunia w 5 dni

Rumunia w 5 dni (2011)

Autor: plus

Wyjazd z Warszawy 5-ego o 8-ej rano. Wyruszamy w 3-ech. 2 DL-e i jeden Intruder 1800. Trasa przez Lublin - tu dobraliśmy kolegę na VFR-ce. I od razu pierwsza awaria. Na szczęście szybko usunięty luz w główce ramy VFR-ki. Szacun. Przez Rzeszów i Barwinek lecimy na Słowację. Nocleg w moteliku w okolicach Michalowca. Tanio, przyjemnie. Jest ok.

6-ego zaczyna się już coś psuć - może mam ch... charakter a może o co innego biega. Gdzieś się chłopcy naczytali o winietach na Węgrzech i trzeba było je koniecznie kupować zaraz za granicą - zamiast na jakiejkolwiek stacji przed wjazdem na autostradę... echhh. Pierwsze spięcie. Nie prowadziłem grupy a tak jak umówiono zjechałem na pierwszej stacji po te cholernr winietki. Prowadzący przegapił, potem się obraził i wyszło, że muszę prowadzić... Węgry w porówanniu do Słowacji są znakomicie oznakowane. Rewelka. Trudno się zgubić nawet bez nawi i mapnika przed nosem. (muszę w to zainwestować) Po drodze kolejna niespodzianka. Kolega chce wracać. Coś wypadło w chacie. Trzeba było go nieco "pomasować" by jednak pociągnął dalej. Nuda na autostradzie. Przelotny deszczyk i docieramy do granicy. Przekraczamy w okolicach Carei. Rumunia wita... krowami na drodze. Byfle obtrąbione raczyło mnie opluć. Zniewaga.

Szukamy noclegu. d...pska bolą ale jest dobrze Przez Satu Mare, odnawianą drogą jedziemyw kierunku górek. Nocleg gdzieś między Satu a Baia Mare. Chyba namioty wzięliśmy totalnie niepotrzebnie. Wypas w 3 gwiazdkowym zacnym motelu za 50- złotych. Spotykamy Szwedów na GS-ie i Africe.

Następnego dnia, po jajecznym śniadanku (kiełbasa polska oczywiście wciąż podróżuje z nami) ruszamy przez Negresti Oas w kierunku sapanty. Po drodze pierwsze winkielki, wozy zaprzężone w woły i ... taki sobie pałacyk

Sama Sapanta jest urocza - no może poza drogą. Nagrobki wywołują dziewne uczucie - no bo jak tu się śmiać na cmentarzu... i jeszcze na dodatek kobieta w różowej sukience. Coś tu nie gra. Najbardziej urzekł mnie nagrobek z rozstrzeliwaniem i ścinaniem głowy. choć i inne były cuuudne. Sapanta ma swoje pięć minut a już na pewno jest na szlaku motocyklowym. Trudno, żeby nie.

Jedziemy dalej - mocno dziurawą ale malowniczą drogą W stronę Viseu de Sus. Widoczki zajefajne ale koledzy twierdzą, że będzie tego dużo i nie ma co się zatrzymywać... ciśnienie mi rośnie. W końcu po to tu się telepię by się zatrzymywać. Czasami daje się coś prawie wymusić.

Kolejna spinka - dotycząca zasad pakowania. Jako, że nie należę do ludzi małych i szczupłych, starałem się zapakować jak najwięcej rzeczy małych gabarytowo - bielizna termiczna, mały śpiwór, mały namiot, ręcznik szybkoschnący. Okazało się, że dzięki temu mam jeszce jakieś luzy w kufrach. Oki. Mogę wozić chłopakom żarcie, ciuchy itp. ale na truskawki w jednej reklamóweczce powiedziałem "nie". No i qrde awaria. Nie lubię po prost dżemiku luzem w ciuchach. Jestem aspołeczny.

Ciągniemy dziurawą drogą nr 18 bez nadziei na coś lepszego i nagle jest!!! najfaniejze winkle w Rumunii, szybki, długie ostre agraweczki! Nowy odczinek drogi 17 przed Campulung! Rewelacja. Nocleg w uroczym pensjonacie w Sadowej.

4-y dzień w Rumunii. najpierw bankomat w Campulung Moldowenesc i wracamy na Socevitę. Widoczki bajeczne - nie muszę dodawać - zasuwamy mijając monastyr w Vatra Moldovitei. Marudzę, stają tłumaczę. Wracamy. "Tylko wiesz - wszystkie są takie same więc zobaczmy jeden, góra dwa i nei ma sensu więcej".

Jedziemy do Sucevity. Krętą, piękną drogą. Trochę jak w Beskidach, trochę jak w Bieszczadach. W samej Sucevicie też szybkie zwiedzanko i obiad. Po nim po raz pierwszy i ostatni położyłem moto. Ruszając. Dupa ze mnie nie podróżnik.

Przez Suceavę, nie zatrzymując się już nigdzie, obieramy kierunek południe. Najpierw E 85 - nudna i mało bezpieczna tranzytowa droga, jedziemy do Romana. Tam mała zmiana planów Błądzimy ale i tak jest ok. Piękna aleja drzew daje wreszczie trochę cienia. Odbijamy na Piatra Neamt - miasto robi wrażenie. Gondolki nad drogą, jezioro, no i jak stwierdził kolega - miss Rumunii idąca chodnikiem. Ciągniemy w góry najpierw 15D potem 15. Tama i kolejne jeziorka. Robi się nieco póżno. Rzutem na taśmę znajdujemy nocleg tuż przy moście w Poiana Largului.

Kolejny dzień wita nas na mokro. Zakładać przeciwdeszczówki czy nie? Nieeee. Jedziemy. Po kilku kilometrach jednak gumowanie. Za kilka kolejnyc - upał. W końcu to góry. Toplita, Gheorgenii Miercurea Ciuc. Jedna kawa, jedna leżanka w cieniu pod kościółkiem, po drodze jakaś pielgrzymka wyglądająca jak tabor, żołnierz w stroju węgierskim z jakiegoś XIX wieku, Cyganie na wozach z drewnem. Jest ich tu zaskakująco mało. Przynajmniej jak na wyobrażenia o Rumunii. Wywalamy kabanosy. Brasov. Postój na krótką przechadzkę po ryneczku i kolacja w ... KFC. Oryginalnie.

Marudzę coś o braku zdjęc - a było tak fajnie po drodze, o zwiedzaniu. Zamków też. "zamki masz w kufrach ha ha ha". Łeb urywa. Jedziemy na nocleg. Rasnov. Hotelik tuż przy drodze. Pełen wypas.Z jednym z kolegów wieczorem jedziemy jeszcze zobaczyć zamek Drakuli w Branie.

Rano leje. Miało lać następnego dnia - tak wynikało z prognoz - ale leje. Godzinna dyskusja przy śniadaniu "Panowie co robimy?" następna dyskusja w pokoju "Panowie co robimy?" to kolega, który teoretycznie był organizatorem wyjazdu a przez dwa dni ( w Rumunii) nie miał pojęcia gdzie jest poza tym, że w Rumunii. Trzeba było mu to wreszcie na mapie narysować. Ustalamy, że zostawiamy graty i jedziemy w stronę Transfogarskiej. Ubieram się. Wchodzi kolega i znow zadaje pytanie "Panowie, co robimy?" Jadę sam. Leje ale jest super. Wreszcie robię co chcę. Jadę swoim tempem. Rewelka. Przez Zarnesti jadę do fagaras. Tu kawa i chwila na zobaczenie centrum. Ciągle leje.

Na Transfogaraską wpadam po południu. Leje ciągle. Myślałem, że będzie coś trudniejszego a tu... no dobraaaa. W połowie drogi na górę wpadam na ... peleton. Kolarze, policja nie da się wyprzedzićż. Ciągną się w tym zimnie i deszczu. Leje coraz mocniej. na górze robią sobie zdjęcia z moją kaczką na placach. Wyszło na to, że zamykałem peleton. Prawie dorobiłem do pensji. a dalej? dalej zamknięte ale jeśli chcesz - próbuj. Probuję. Masakra. Leje tek, że zwala kamiory z góry. Strach zdjąć kask.

Woda ściąga, kamiory wszędzie, mgla czy chmura - jeden pies... to bylo ostatnie zdjęcie. Aparat wysiadł od wilgoci - komórka wkrótce potem ale jak sę póżniej okazało najbardzoej ucierpiał zestaw telefoniczny w kasku. Morofon, nawet po osuszeniu, już nie zadziałał. Dalej nie jadę. Jestem tu sam. Nic nie widać, jak się spiep... to mnie nie znajdą. Koniec. Wracam w deszczu do Rasnova. Towarzystwo naburmuszone czeka na relację. . zostaję bohaterem .

Następnego dnia o dziwo... nie pada. Rano jeszcze sam lecę obejrzeć zamki - w Branie i Rasnovie. Super!!! zwłaszcza ten drugi - "Gubałówka" pod tym pierwszym odstrasza.

Wracam do Hotelu. Ustalone - przez Brasov na Sigisoarę. "Ty na Transfogaraskiej byłeś my nie musimy". A podobno to to by priotytet. Już w Brasovie poszli po rozum do glowy - zmiana planów. Jednak na Sighisoara przez Fagaras i Sibiu. Po drodze skręcamy na Trasfogaraską. To co wczoraj bylo wodą dziś jest błotem. Wczoraj woda przelewała się przez mostki - dziś je naruszyła. Na drodze kamiory i masakra. Na górze - tam gdzie kończył peleton kolarski - kończymy i my = w poprzek drogi płynie potok. Próbują usunąć rum skalny.

Kilkunastominutowy postój w Sibiu i lecimy dalej. W Medias straszy pusta fabryka. Mury bez okien. Nide ona jedna taka w Rumunii. Dalej na skraju wsi witają nas i kłaniają się w pół Cyganie. Producenci miedzianych garów, kotłów i dzbanków do kawy, Rewelacyjny widok i kontrast.

Sighisoara. Noclegów w pensjonatach brak. Cóż. Zjeżdziliśmy miasteczko i wylądowaliśmy w wypasionym hotelu 4 gwiazdkowy, Cena - 60 Euro za dwójkę. Miasto jest bajeczne. Nocne łazęgowanie - mała powtórka rano.

ruszamy ok 12. Zaczyna padać. Najpierw zagumowani, potem już nie pędzimy w stronę Targu Mures - piękne ale nie widziałem - tyle, co z siodła.. i dalej. Autostradą w w kirunku Oradei. Ratuje mnie muzyka w kasku. Postój na popas w nastrojach jakiś takich porąbanych. Cisza i naburmuszenie. Masakra. Dookoła pięknie.

Droga niestety gęsto zabita autami. Wracają do miasta czy jak? Dotąd na drogach było raczej lużno, asfalt niezły, paliwo tylko nieco droższe niż w Polsce a w miasreczkach i wsiach machano do nas jak do jeżdżców apokalipsy. Tu jest inaczej. W Oradei 10 minut na rozprostowanie kości.

Podsumowując:

Rumunia jest piękna i błędne mają o niej wyobrażenie ci, którzy tam nei byli. Sam do nich należałem. Warto odwiedzić to państwo, pozwiedzać posmakować. Przepiękna jest Bukowina czy Mołdawia rumuńska. Cudowne góry, ludzie, kontrasty. W Mołdawii chwilami czuje się trochę Turcję, trochą Azerbajdżan. Transylwania, Siedmiogród są zupełnie inne. Takie trochę niemieckie - ale w końcu inne być nie mogą. Przecież Niemcy, Sasi, byli w dużej mierze ich założycielami i panami. Sama szosa Transfagoraska jest chyba neico przereklamowana - a może brałem ją ze złej strony. Jest wiele pięknych łuków i miejsc, gdzie banan wyskakuje sam na twarz. Warto mieć czas na miejscową kuchnię, spotkania z ludżmi, oglądanie kolorytu. Moto to pojazd cudy - dowozi nas w wiele miejsc, gdze nic innego nie dotrze - ale nie traktujmy go jak miejsce naszego życia podczas podróży. Dajmy też sobie szansę.

Ps. do Rumunii jeszcze wrócę. Z Żoną. Na spokojnie. Będę robił to co chciał, stawał gdzie chciał, leżał na łące, podziwiał widoki, tańczył z Cyganami i moczył nogi w stumieniu. Jeszcze kiedyś. Oczywiście na DL-ku.