Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)

Jesteś na: Relacje » Europa zachodnia » Mój pierwszy raz

Mój pierwszy raz (2011)

Autor: ralph55

Uczestnicy: Paweł (Dragstar 650), ja - Rafał (DL 650) i Przemek (GS 1150)
Termin: 28.05.2011 - 04.06.2011
Trasa: ogólnie lecieliśmy przez takie kraje jak oczywiście Polska, Czechy, Austria, Słowenia, Chorwacja oraz Włochy.

DZIEŃ PIERWSZY
Sobota 28.05.2011
Trasa: Płock – Pasohlavky (Czechy)

Sobotę 28 maja zaplanowaliśmy jako dzień startu naszej wyprawki. Umówiliśmy się o godz. 8:00 na stacji benzynowej Bliska na Radziwiu (lewostronna część Płocka). Litewski kierowca tira zrobił nam szybką startową fotkę grupową i ruszyliśmy w drogę.

Zapowiadało się, że będziemy mieć idealne warunki do jazdy. Niestety już przed Częstochową musieliśmy wrzucić na siebie kondony przeciwdeszczowe, w których, zmuszeni byliśmy jechać do celu wyznaczonego na ten dzień czyli kamping ATC Merkur w Pasohlavkach w Czechach. Kemping jest zlokalizowany nad fajnym zalewem w odległości kilkunastu kilometrów od miasteczka Mikulov. Na kempingu wynajęliśmy całkiem przyzwoity, piętrowy bungalow jak na zdjęciu poniżej.

Na terenie kempingu znajduje się kilka knajpek więc postanowiliśmy się rozejrzeć za jakąś kolacją i oczywiście czeskim piwkiem.

DZIEŃ DRUGI
Niedziela 29.05.2011
Trasa: Pasohlavky (Czechy) – Plitvicka Jezera (Chorwacja)

Około godz. 9:00 wystartowaliśmy z kempingu ATC Merkur i po kilkunastu minutach przekroczyliśmy granicę czesko-austryjacką. Tankowanie na austryjackich stacjach trochę bolało bo cena Pb95 to ponad 1,5 euro, a na dodatek Przemek od GS-a zatankował troszkę za dużo i motocykl zwrócił nadmiar paliwa na asfalt.

Zbliżając się do granicy Słowenii z Chorwacją i dalej już w samej Chorwacji mijaliśmy spore grupy motocyklistów głównie na Harleyach. Jak się później okazało w miejscowości Biograd na Moru była impreza, pt. „20th Annual European H.O.G. Rally”.

Po dojechaniu do Plitvic znaleźliśmy 3-osobowy pokój chyba w najbliższym sąsiedztwie wejścia nr 1 do parku. Po rozpakowaniu gratów ruszyliśmy spróbować chorwackiej kuchni no i oczywiście chorwackiego piwka.

DZIEŃ TRZECI
Poniedziałek 30.05.2011
Trasa: Plitvicka Jezera (Chorwacja) – Primosten (Chorwacja)

Głównym punktem tego dnia było zwiedzanie parku Plitvicka Jezera. Ja i Paweł już tam kiedyś byliśmy jednak jest to tak urokliwe miejsce, że warto je odwiedzić ponownie. Poniżej kilka fotek z wycieczki po parku.

Po powrocie z parku załadowaliśmy klamoty na motocykle i ruszyliśmy w dalszą drogę. Na jednym z postojów w okolicy Primosten stwierdziliśmy, że należy zrobić zaopatrzenie w Rakiję u jakiegoś lokalnego wytwórcy. Zatrzymaliśmy się pod jednym z domów, gdzie wisiała reklama, wyszła z niego Chorwatka zaopatrzona w garnek oraz lejek, udała się do swojej kanciapy i wróciła z 3 litrami rakiji, którą przelała nam w dwie plastykowe butelki po wodzie Jamnica. Za literek rakiji wyszło dokładnie 30 Kun.

W Primosten wynajęliśmy apartament w odległości zaledwie 10 metrów od morza z takim widokiem z tarasu na starą część miasteczka i takim widokiem na nasze maszyny.

DZIEŃ CZWARTY
Wtorek 31.05.2011
Trasa: brak

Ten dzień zaplanowaliśmy jako odpoczynkowy min. po ubiegłej nocy z rakiją oraz po to żeby rozkoszować się piękną pogodą i urokami miasteczka Primosten i okolicznych wysepek.

DZIEŃ PIĄTY
Środa 01.06.2011
Trasa: Primosten (Chorwacja) – Moscenicka Draga (Chorwacja)

Od samego rana pogoda była kiepska i padało. Celowo opóźniamy nasz wyjazd z Primosten, ale w miarę upływu czasu lało coraz bardziej. Mimo niesprzyjającej aury zapadła decyzja, że nie czekamy dłużej i ruszamy w drogę. Za Sibenikiem wjechaliśmy na autostradę, a następnie w okolicy miejscowości Rovanjska zjechaliśmy na trasę nr 8, która biegnie wzdłuż wybrzeża. Cały czas po lewej mieliśmy morze a po prawej skały plus niezliczona ilość winkli i tak to wyglądało praktycznie do wysokości wyspy Krk. Niestety przez całą drogę do Moscenickiej Dragi pogoda była w kratkę

DZIEŃ SZÓSTY
Czwartek 02.06.2011
Trasa: Moscenicka Draga (Chorwacja) – Postojna (Słowenia) – Cortina d’Ampezzo (Włochy)

Około godziny 9:00 wystartowaliśmy z Moscenickiej Dragi i udaliśmy się na Słowenię do miejscowości Postojna w celu zwiedzenia tamtejszej atrakcji turystycznej jaką jest naprawdę spora jaskinia. Na miejscu spotkała nas miła niespodzianka - specjalne miejsca parkingowe dla motocykli.

Sama jaskinia w Postojnej jest olbrzymia i robi ogromne wrażenie. Tak dla smaczku kilka fotek poniżej, jednak zdjęcia nie oddają tego co można tam zobaczyć. Tak dla informacji w jaskini generalnie jest zakaz robienia zdjęć nawet bez użycia lampy błyskowej, co było dla nas kompletnie niezrozumiałe. Generalnie są tylko wyznaczone miejsca gdzie można pstrykać. Mimo to zrobiliśmy na szybko kilka fotek.

Po zakończeniu zwiedzania jaskini w Postojnej ruszyliśmy w dalszą drogę do Cortina d’Ampezzo. Niestety Dolomity przywitały nas deszczem i przelotnymi burzami. Na miejscu znaleźliśmy przyzwoity hotelik w przystępnej cenie, a następnie udaliśmy się na zwiedzanie miasteczka. Poniżej widoczki z Cortina d’Ampezzo.

DZIEŃ SIÓDMY
Piątek 03.06.2011
Trasa: Cortina d’Ampezzo (Włochy) – Grossglockner (Austria) – Mikulov (Czechy)

Po śniadanku spakowaliśmy graty i ruszyliśmy w stronę Grossglockner Hochalpenstraße. Pogoda była optymalna do jazdy, fajna traska, po drodze sporo ładnych widoczków.

Niedługo po tym jak przekroczyliśmy bramkę wjazdową na Grossglockner Hochalpenstraße zaczęło padać. Temperatura na trasie oscylowała w okolicy 1-2 stopni C. Zresztą nie ma się co rozpisywać, lepiej popatrzeć na fotki.

Po zjechaniu z Großglockner Hochalpenstraße zatrzymaliśmy się na obiad, żeby zregenerować siły przed dalszą drogą. Knajpka oczywiście zorientowana na motocyklistów i w dodatku z polskim akcentem w postaci kelnerki. Wieczorkiem dotarliśmy do Mikulova, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg.

DZIEŃ ÓSMY
Sobota 04.06.2011
Trasa: Mikulov (Czechy) – Płock

Co tu pisać - powrót do domu.

PODSUMOWANIE

Nasza pierwsza wyprawa motocyklowa udała się w 100%, obeszło się bez przykrych zdarzeń i większych kłopotów technicznych. Jedynym małym problemem było oberwanie się puszki tłumika w GSie, którą udało się jakoś przymocować.