Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)
Jesteś na: Relacje » Europa wschodnia » MAGISTRALA ADRIATYCKA 2012

MAGISTRALA ADRIATYCKA 2012

Autor: rav

Pomysł na taką wycieczkę zrodził się pod koniec zeszłego roku. Głównym natchnieniem był film dokumentalny na Discovery poświęcony właśnie magistrali adriatyckiej. Już kilka lat wcześniej byliśmy na urlopie w rejonie Dubrownika , ale to co można było zobaczyć na prezentowanym filmie zachęcało do kolejnych odwiedzin. Od zapadnięcia ostatecznej decyzji przygotowania trwały około 2 tygodni. Ze względu na pracę termin padł na 2 tydzień maja. W planach mieliśmy spanie w kwaterach prywatnych , ze względów ekonomicznych jak i możliwość zaobserwowania życia zwykłych mieszkańców , a nie hotelowej krzątaniny. Tak więc przygotowania ograniczyły się do zebrania wszystkich niezbędnych na wyprawę drobiazgów , opracowania trasy i wyszukania ciekawych kwater. Chęć do wyjazdu poza mną i moim Plecaczkiem wykazała jeszcze tylko jedna osoba , tak więc wyprawa na dwa motocykle i 3 osoby. W noc na dzień przed wyjazdem postanowiłem ostatecznie przygotować maszynę do wyjazdu , jadąc na stację benzynowa i tankując do pełna. Wyjeżdżając ze stacji przy ruszaniu usłyszałem jakieś dziwne stukania i szarpnięcia. Kilka kolejnych prób ruszania i gwałtowniejszego przyspieszania potwierdziły , iż odgłosy te dochodzą w okolić zębatki zdawczej. Głównym podejrzanym stał się łańcuch. Próba naciągnięcia potwierdziła , tą niemiłą tezę. Różnice w naciągu wahały się od 3 do 7 cm. Bardzo późnym wieczorem szybki telefon do jednego z kolegów z forum i szybka konsultacja , czy aby tez to potwierdza. … , niestety potwierdził (jeszcze raz dzięki za pomoc Maćku). Tak więc cały poprzedzający wyjazd dzień minął na szukaniu napędu i jego wymianie. Kupno zębatek i łańcucha w moim mieście nie jest oczywistą oczywistością pomimo XXIw. Wieczorem ostateczne pakowanie kufrów , ubezpieczeń , paszportów i wielu drobiazgów. Ostatnie korekty planu trasy, trasa zakłada dojazd do Makarskiej. Dalszą część wybrzeża Chorwackiego zwiedziliśmy na wcześniejszej nie motocyklowej wycieczce.

Dzień 1

Pobudka i wyjazd z Olsztyna o 6:30. O 7:30 spotykamy się w Nidzicy z 2 uczestnikiem wyprawy. Przystanki ustalamy ,mniej więcej co godzinę. Tyłki w nowym sezonie jeszcze nie przyzwyczajone do długiego siedzenia na motocyklu. Trasa do granicy Polskiej przebiega bez specjalnych przeszkód i uniesień , temperatura około 12-15stopni C.

Po przekroczeniu granicy spore zaskoczenie , gdyż czeskie autostrady są prawie puste a i temperatura ciut większa i piękne słoneczko. Aura zachęciła do zrobienia przerwy i krótkiego odpoczynku na jednej ze stacji benzynowych naszych sąsiadów.

Zaplanowaliśmy ,że zatrzymamy się na nocleg w miejscowości Prostejov. Niestety zjazd do miejscowości był bardzo niespodziewany i udało nam się go przejechać. Tak więc żeby nie nadrabiać kilometrów jedziemy do następnej miejscowości po tytułem Vyskov. Jazda czeską autostradą w tamtych okolicach była bardzo ciekawa i połączona z aromaterapią , gdyż wiele kilometrów porastają przydrożne kwitnące właśnie bzy. Po zakwaterowaniu w jednym z hotelików udaliśmy się na mały rekonesans miejscowości i na jakieś jadło. Vyskow niespodziewanie okazał się bardzo ciekawą i ładną miejscowością. Zaskakiwało jednak to ,iż podobnie jak na autostradzie nie było tam zbyt wielu ludzi. Czyżby jakiś ważny mecz w niedzielny wieczór …?

Dzień 2

Szybkie śniadanie i startujemy ok. 8:00 , całą noc padał deszcz także trzeba było jeszcze troszkę powycierać nasze mechaniczne rumaki. Tak jak poprzedniego dnia przerwy planujemy co godzinę. W poniedziałkowy poranek sytuacja drogowa zmieniła się diametralnie. Na autostradach ruch już całkiem spory. Staramy się jechać przepisowo , gdyż wysokość mandatów w Czechach , Austrii czy Słowenii nie zachęca do szybkiej jazdy. Przed granicą z Austrią , zjeżdżamy do miejscowości Mikulow. I z lotu motocykla podziwiamy architekturę i wąskie uliczki tego urokliwego miejsca.

Za granicą szybka przerwa na rozprostowanie kości i zakup winiet do Austrii i Słowenii . Dalej przejazd do Wiednia bez większych zaskoczeń , natomiast sama stolica to już mniej przyjemna część. Sporo remontów , zwężeń i bardzo tłoczno. Następnie trafiamy do Słowenii . Zaplanowaliśmy troszkę nie typowo , przejechać całą Słowenię w poprzek. W połowie drogi przez Słowenię zjeżdżamy z autostrady do jakieś mniejszej miejscowości urzeczeni widokami gór jakie tam można zobaczyć. Na przystanku naszym oczom ukazuje się dosyć nie spotykany w naszych stronach znak drogowy informujący o niebezpieczeństwie dla motocykli przez najbliższe 11km .

Czyli co? … trzeba było pojechać tamtędy ok. 20 km ,żeby sprawdzić cóż tam takiego może być. A tam hmmm… , przepiękne widoczki z bardzo krętej serpentyny między górami w sąsiedztwie kilku strumyczków. Naprawdę warto było zjechać , a jeszcze bardziej warto tam chyba kiedyś wrócić i pośmigać trochę dłużej w takich okolicznościach przyrody.

Za Ljublianą w kierunku granicy Chorwackiej , nawigacja poprowadziła nas przez jakieś wioseczki , gdzie zakrętów na 1 km było chyba więcej niż na całej dużej pętli bieszczadzkiej. Po przekroczeniu granicy kierujemy się już do miejsca odpoczynku w miejscowości Icici. Po zakwaterowaniu zgodnie z nową świecką tradycją wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy , choć było już prawie ciemno.

Dzień 3

Od rana z Icici ruszamy na magistralę tzw. krajową 8 , cel naszej wyprawy. Pierwszą miejscowością w jakiej robimy dłuższą przerwę na zwiedzanie jest Rijeka i jej port , podobno największy w Chorwacji. Kolejny przystanek na zdjęcia gdzie można z lotu ptaka podziwiać Bakar.

Następnie w iście śródziemnomorskiej pogodzie jedziemy na wyspę i do miejscowości Krk po drodze robiąc przerwy na opłaty mostowe , zdjęcia i zjazdy do przybrzeżnych miejscowości.

Jako kolejny punkt wycieczki do zaliczenia jest Senj. Zwiedzamy tam jedną z ciekawszych atrakcji tego miasteczka jakim jest twierdza Nehaj oraz przydrożna knajpka , z racji na porę obiadową. Na jej parkingu okazuje się ,że przybyliśmy tam równo z uczestnikami jakiegoś rajdu samochodów zabytkowych z Belgii. Co do twierdzy to cóż sporo kamorów ułożonych na kształt budynku – jak kto lubi , ale widok z jej górnego poziomu robi wrażenie.

Po zwiedzaniu kierujemy się do miejscowości Jablanac . Jest to naprawdę warte zwiedzenia miejsce , zwłaszcza dla motocyklistów. Droga prowadząca tam od magistrali jest rewelacyjna , kilka agrafek , dziesiątki bardzo ostrych i ciekawych zakrętów a wszystko to z bardzo stromymi podjazdami i zjazdami (ale tir-a i tak udało się wyprzedzić). Sama miejscowość jest bardzo malownicza i ma swój niepowtarzalny klimat (niestety zdjęcia nie są w stanie tego oddać). Co ciekawe jest tam jedna droga dojazdowa i jedna powrotna , było to sporym zaskoczeniem dla nas.

Nocleg mamy zaplanowany na przedmieściach Zadaru. I tu spotyka nas mała niespodzianka , 7 km przed noclegiem na jednym z wielu podobnych i nic nie mówiących skrzyżowań pada nam nawigacja. Po kilkunastu minutach prób reanimacji niespodziewanie ożywa. Tutaj ze względu na obecność aneksu kuchennego na kwaterze organizujemy sobie sami kolację i śniadanie. Przed snem prowadzimy dyskusje z Panią właścicielką przy kieliszeczkach różnych trunków własnej , chorwackiej produkcji.

Dzień 4

Po wspaniałym śniadaniu w wykonaniu mojego ślubnego Plecaczka wyruszamy na podbój wybrzeża. Jako miejsce na pierwszą kawę wybraliśmy miejscowość Sibenik. 

Ale trzeba przyznać ,że na Zadarze kończę się tak ciekawe winkielki jakimi można było jeździć do tej pory. Od Samej Rijeki do przedmieści Zadaru magistrala była naprawdę bardzo , bardzo kręta wijąca się wzdłuż wybrzeża gdzie po jednej stronie były wysokie skaliste zbocza gór sięgające samego asfaltu a z drugiej strony przepaść od samego morza , którą od asfaltu niejednokrotnie oddzielały betonowe klocki wielkości pudełka po butach. Jada tą droga dawała naprawdę sporo doznań wizualnych ale i dużo adrenaliny. Natomiast dalej za Zadarem droga jest kręta i biegnie malowniczo nad samym brzegiem Adriatyku , ale to już nie to samo. Zakręty są coraz rzadziej i znacznie mniej emocjonujące. Choć z tego powodu bardzo ucieszyła się moja małżonka , która wreszcie przestała modlić się do pradawnych bogów o łaskę i przetrwanie na krawędzi urwiska. Dalej ruszamy do Trogiru , standardowo wolny objazd całego miasteczka i kilka przystanków na zdjęcia. W porcie poznajemy jakiegoś Pana ze stateczku , którego rodzina mieszka w Polsce. Opowiadamy mu o dalszych swoich planach a on poleca nam co warto i gdzie a co lepiej odpuścić.

Kolejną atrakcją na liście wyprawowych atrakcji był pałac Dioklecjana i objazdówka po Splicie. Postanowiliśmy być trochę sprytniejsi od nawigacji i w pewnym miejscu wybraliśmy wydawało się ciekawszą uliczkę w Splicie niż ta proponowana , po kilkudziesięciu metrach i kilku skrzyżowaniach okazało się ,że właśnie jedziemy wzdłuż głównej spacerowej uliczki gdzie chyba nikt od lat nie widział pojazdu z silnikiem. Dla amatorów pstrykania fotek , stare miasto w Splicie jest super atrakcją , wiele maleńkich uliczek , gra barw i światłocieni daje duże możliwości wykazania się. Poza tym mają tam naprawdę świetne lody , a strudzony podróżą motocyklista może sobie wypocząć na zacienionej ławeczce promenady.

Dalsza droga zrobiła się troszkę bardziej urokliwa i kręta. Po niewielkim postoju i przejazdowym zwiedzaniu miejscowości Omniś. Docieramy do Makarskiej. Tu z kwaterami nie było tak łatwo , gdyż ceny w Internecie to jedno a właścicielki co innego , cóż … Kiedy dotarliśmy już do swojej noclegowni okazało się iż zatrzymanie na ulicy graniczy z cudem. Postawienie motocykla na stopce skutkowało jego natychmiastowym zjechaniem w dół , dopiero pozostawianie na jedynce pozwało go opuścić.

Tak też po drobnych sztuczkach parkingowych i zakwaterowaniu zgodnie z tradycją ruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka.

Dzień 5

Plan na ten dzień zakładał zwiedzanie wodospadów Krka i nieuchronny powrót do kraju. Ostatnie kilometry krętych górskich dróg i autostrada , która również dostarczała wielu ciekawych widoczków. Plan na ten dzień zakładał zwiedzanie wodospadów Krka i nieuchronny powrót do kraju. Ostatnie kilometry krętych górskich dróg i autostrada , która również dostarczała wielu ciekawych widoczków

Dalsza droga autostradą w Chorwacji przebiegła spokojnie , pomijając dość silny wiatr. Raz udało prawie dostać jakimś wielkim kłębkiem traw i patyków (jak z Bonanzy na prerii). Dosyć ciekawym przeżyciem były tunele pod górami, kiedy to temperatura na zewnątrz była rzędu 30 stopni natomiast w tunelach około 17 stopni. Bardzo ciekawe uczucie kiedy jadąc i jadąc takim tunelem robiło się coraz zimniej i zimniej. Najdłuższy tunel miał coś koło 7000m . Na miejsce noclegowe tego dnia wybraliśmy Leibniz. Tutaj z powodu już odczuwalnego zmęczenia nie dotrzymaliśmy tradycji i zwiedzanie ograniczyliśmy tylko do pobliskiego centrum handlowego celem zdobycia czegoś na wieczorną strawę.

Dzień 6

Rano ruszyliśmy z Leibniz w kierunku Polski. Autostrady w Austrii i Czechach bardzo tłoczne i trzeba było trochę uważać na puszki dookoła. W Polsce postanowiliśmy zatrzymać się w Ustroniu , dotarliśmy tam w miarę wcześnie i postanowiliśmy wreszcie trochę poleniuchować , pogoda była piękna prawie wcale turystów. Dodatkowo zaszaleliśmy i poszliśmy wymoczyć tyłki w słonej wodzie miejscowego uzdrowiska. Oj przydało im się to bardzo.

Dzień 7

Dzień zaczął się bardzo ładnie piękna słoneczna pogoda , więc ruszamy do domu. Jednak ta sielanka nie trwała długo. Już przed Katowicami dopadła nas ulewa i siny wiatr z dosyć porywistymi podmuchami. Trzeba się było troszkę zawalczyć z motocyklem. Deszcz przestał padać już nawet za Łodzią jednak wiatr pozostał. Późnym wieczorem , bardzo zmęczeni docieramy szczęśliwie do domu.

Epilog

Łącznie zrobiliśmy 3969 km. Motocykl spisywał się bez zarzutów. Spalanie było dosyć różne przy 140-155 km/h – 7,2l , 120-130km/h – 5,8-6,2l , na samej magistrali ok. 4,2-5,6l. Trasa bardzo fajna , najbardziej męczący niestety przejazd przez Polskę , zwłaszcza w powrotną stronę.