Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)

Jesteś na: Relacje » Europa zachodnia » Elefantentreffen 2012

Elefantentreffen 2012

Autor: Raper

Oto moja fotorelacja z wyjazdu na Zlot Słoni :)Oczywiście nie pojechałem tam sam tylko w towarzystwie wiernego kompana - Tomka Łomiarza i jego Transapla

Mieliśmy wyjechać o 7.00 ale zima zaskoczyła drogowców (w Radomsku drogi były białe i nadal padało), a i dopakowywanie motocykli też się wydłużyło i ostatecznie z Radomska wystartowaliśmy o 9:00. Pierwsze metry na motocyklu nauczyły nas pokory i pokazały, że nie będzie łatwo. Sam wyjazd z posesji okazał się nie lada wyczynem. Motocykl złapał uślizg i o mało nie zakończyłem podróży na bramie...na szczęście obyło się bez wywrotki. Po drodze na miejsce zbiórki tj. do garażu mojego towarzysza, jeszcze tankowanie, a o tym, że mój widok wzbudzał ogólne poruszenie na drodze chyba nie trzeba wspominać? U Tomka wyjazd z garażu wyglądał podobnie tyle, że niestety zakończył się położeniem motocykla na śniegu. Chwila walki i wspólnie udało się go postawić do pionu - no i w drogę.

Pierwsze 50 km było tragiczne. Ciągle padało i ciężko było utrzymać motocykl na drodze. Przy redukcji biegów lub dodawaniu gazu tyle koło natychmiast traciło przyczepność, serce podchodziło do gardła, robiło się gorąco ale jechaliśmy dalej, wierząc, że będzie dobrze. I było, bo mimo, iż temperatura spadała, drogi robiły się co raz bardziej czarne i można było jechać z przyzwoitą prędkością. Po drodze robiliśmy przystanki na herbatę z termosu i rozgrzanie dłoni (mieliśmy podgrzewane manetki i porządne rękawice ale momentami czucie w palcach zanikało )

Tego dnia planowaliśmy dotrzeć jak najbliżej granicy z Niemcami. Droga przez ośnieżone góry zarówno po stronie polskiej jak i czeskiej momentami zapierała dech, bo niecodziennie można podziwiać górski, zimowy krajobraz z pozycji motocykla W Czechach wjechaliśmy na autostradę. Zapadł zmrok i ujemna temperatura coraz bardziej dawała się we znaki. Po minięciu Pragi, zaczęliśmy szukać noclegu. Nie było to jednak tak proste jak mogło by się wydawać i po godzinnej tułaczce udało się zakwaterować w miejscowości Voznice, w hoteliku, rodem z lat 80, o typowym dla tego okresu klimacie

Następnego dnia pobudka, pakowanie,kawa i widok motocykli, który mówił sam za siebie - zimno Z odpaleniem nie było problemów. Rozmroziliśmy nasze pojazdy i w drogę. Na miejsce zlotu zostało około 200 km. Świeciło słońce, było mroźno i sucho, a droga mijała całkiem przyjemnie. Po drodze zaczęliśmy mijać grupy motocyklistów jadących w tym samym kierunku.

W końcu dotarliśmy na miejsce. Cały teren zlotu był ogrodzony. a w wzdłuż ogrodzenia stały zaparkowane motocykle. Zrobiliśmy rundkę w poszukiwaniu wolnego miejsca parkingowego po czym udaliśmy się na zwiedzanie. Najpierw do kasy zakupić wejściówkę (zielona bransoletka). W pakiecie dostaliśmy też okolicznościową nakleję zlotu oraz tabliczkę z wybitym rokiem . Ustawiliśmy się też w pobliżu internetowej kamery i rozdzwoniliśmy do znajomych aby zobaczyli nas on-line

Następnie udaliśmy się zwiedzać teren zlotu i szukać miejsca do rozbicia namiotu. Sama polana była naprawdę duża, namioty rozbite były na zboczach i w dolinkach. Obejście wszystkiego i znalezienie miejsca zajęło nam sporo czasu. W międzyczasie podziwialiśmy różnorakie egzemplarze motocykli, pojazdów, ludzi, słoni, przebrań i innych 'dziwactw', które zjechały się tam z całej Europy.

Robiło się coraz ciemniej a my zaczęliśmy przygotowywać nocleg. Trzeba było przekopać śnieg, wyciąć lód i wyrównać teren. Było dość ciasno ale udało nam się w miarę fajnie zorganizować. Wszyscy w około byli bardzo pomocni i pozytywnie nastawieni. Czesi podrzucili nam mega nóż do wycinania cegieł ze śniegu, a Włosi większe łopaty,bo nasza saperka nie dawała sobie rady

Atmosfery tam panującej, oczywiście nie da się opisać i przekazać słowami. Generalnie jedna wielka impreza. Całą noc płoneły ogniska, ludzie strzelali petardami i puszczali fajerwerki. Co jakiś czas ktoś przepalał motocykl, ktoś inny trzymał gaz do odcinki albo próbował wyjechać lub wjechać w jakąś zaspę. Oczywiście zrobiliśmy sobie kuchnie i miłej atmosferze, przy ognisku, spędzaliśmy czas do późnych godzin nocnych Samo spanie w namiocie też było nie lada wyczynem ale dobry sprzęt tj. odpowiednia odzież, śpiwory i rozgrzewacze pomozoliły przetrwać do rana

Droga powrotna do domu przebiegała w podobnej atmosferze co dojazd. Tylko było znacznie zimniej. Momentami zamarzały nam szybki w kaskach niczym kiedyś szyby w słabo grzejących fiatach 126p Szukając noclegu w Czechach, około 21:00, po zjeździe z autostrady, wjechaliśmy do centrum miasteczka, gdzie zatrzymała nas Policja. Okazało się, że nawigacja pokierowała nas do strefy zamkniętej dla ruchu. Na szczęście stróże prawa byli wyrozumiali i pokierowali nas w odpowiednią stronę - obyło się bez mandatu Nocowaliśmy w motelu, niedaleko granicy z Polską. Następnego dnia około godziny 17:00 szczęśliwie dojechaliśmy do naszych domów

W sumie zrobiliśmy około 1400 km. Obyło się bez wywrotek Mróz nas nie szczędził ale oszczędziły nas groźne opady śniegu w trasie, których obawialiśmy się najbardziej - na szczęście padało tylko trochę Sam zlot na pewno jest niesamowitą przygodą, a sama atmosfera przyciąga i nie wykluczam, że jeszcze tam tam wrócę, bo podobno istnieją trzy grupy motocyklistów: tacy, którzy nigdy tam nie pojadą, tacy, którzy pojadą raz, i tacy, którzy powracają tam jak bumerang.