Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)

Jesteś na: Relacje » Polska » Dookoła Tatr

Dookoła Tatr, pierwsza większa moto-przygoda (2011)

Autor: Kastor30

Pomysł na trasę podsunęli nam znajomi, podsyłając link do relacji. Zachwyceni widokami zaplanowaliśmy wyjazd na 29.05. Dzień wcześniej, byliśmy przekonani że nic z tego nie wyjdzie, sobota była paskudna, cały dzień było zimno, pochmurno i lało. Prognozy jednak pokazywały iż niedziela będzie udana. Nad ranem okazało się że pogoda się poprawia z godziny na godzinę. Ok. 8 spakowaliśmy maszynę i siebie i o 8:30 zgodnie z planem wyruszyliśmy w trasę. Pierwsze miłe zaskoczenie, na „Bliskiej” w Tychach czekał na nas Rakotwórczy (Maciek) który postanowił się z nami zabrać. Dotankowanie pod korek i o 8:50 wyjechaliśmy w kierunku granicy.

1. Bielsko-Biała – mały koszmarek, remonty dróg, objazdy – słabo oznakowane, tylko nawigacja pozwoliła opuścić ten „węzeł gordyjski”. Trasa na Żywiec bez emocji, koło za kołem między puszkami – ciągły ruch 70km/h… przed Żywcem odbijamy w lewo na Korbielów. Tuż za Żywcem zaczynają się miłe winkielaki ładne widoczki. Chmurki jeszcze od czasu do czasu straszą ok 9:50 jesteśmy na granicy:). Jest słonecznie, ciepło i miło, humorki nam dopisują. Maciek ratuje nas ciepłą kawą z pomarańczowego termosa… i to jego pierwszy ratunek

Niestety razem z nanką zdajemy sobie sprawę że nie wzięliśmy waluty i niestety, nie wiem dlaczego ale kurcze na granicy nie ma bankomatu... Swoją drogą trudno się przyzwyczaić że nasi sąsiedzi już jeżdżą za euro, nam w głowach wciąż siedzą korony.

2. Po 10 min odpoczynku wjeżdżamy na ziemię słowacką. Po chwili mija nas mała grupka, 3 maszyny . Pozdrowienia i gnamy za nimi. Ten etap drogi całkowicie bez emocji, droga wiedzie przez przygraniczne miejscowości ale momentami widoki po prawej nieco wynagradzają monotonię drogi. Dojeżdżamy do Tvrdosin’a krótki postój przy Lidlu (tak, też go mają) ale niestety też nie ma tam bankomatu! . Reszta na głucho pozamykana - my wciąż nie mamy euro. Lecimy na Kubin, droga szeroka, ruch niewielki, jedzie się bardzo przyjemnie, wyglądamy odbicia na Lipowsky Mikulas. Droga meandruje wzdłuż koryta rzeki więc miłe winkielki, rzeczka z lewej i zbocza z prawej umilają podróż. Po jakimś czasie wjeżdżamy na drogę ekspresową, po lekkim wzniesieniu po prawej ukazuje nam się panorama doliny na środku której jest spore wzniesienie a na jego szczycie przepiękny zamek! Naprawdę imponujący widok. Szkoda że to ekspresówka, nie można się zatrzymać by cyknąć fotkę. Zamieszczamy fotkę z Internetu by pokazać wam o czym tutaj piszemy . Po zjeździe z ekspresówki orientujemy się że jesteśmy w Kubinie – znaczy, zaliczyliśmy pierwszą i nie ostatnią wpadkę nawigacyjną! . Zatrzymujemy się przy starej cerkwi za Kubinem by skonsultować co dalej.

Tutaj muszę dodać parę słów o oznaczeniu dróg u naszych sąsiadów. Kierunkowskazy są, a jak że, ale niestety nie pokazują większej miejscowości – kierunku do którego droga zmierza ale pierwszą miejscowość na trasie. My nie przyzwyczajeni zignorowaliśmy w związku z tym kierunkowskaz na Tatarlandie i pognaliśmy prosto na Kubin – niestety po tym wciąż mieliśmy tylko poziom „rukie” w nawigowaniu po Słowacji . Wnioski wyciągnęliśmy później… zdecydowanie. .

3. Maciek tutaj przyszedł w sukurs pomógł nam drugi raz, okazuje się że zna okolice z narciarskich wypadów i pokierował nas, niejako na około ale w kierunku Liptovsky Mikulasz i Bereska, objechaliśmy jezioro Liptovska Mara dookoła. Po drodze Rakotwórczy, wjeżdża w boczną dróżkę, która lekko się wznosi a przed nami rozpościera się przepiękny widok na jezioro i okoliczne szczyty! Woooow! Po 10 min zachwytów i kolejnych łukach kawy zjeżdżamy do Liptovsky Miluklas, mijając po lewej rzeczoną Tatarlandię . ok. 12:30 (40 min w niedoczasie ) stajemy na stacji. Maciek proponuje odwiedzenie pobliskiej doliny Jasnej i wjazd na Chopok. Decyzja zapada w minutę i jedziemy. Droga leniwie się wije i wkrótce wjeżdżamy w dolinę. Atmosfera miejsca przypomina mi austryjackie tyrolskie klimaty . Mijamy Jaskinię Lodową po lewej (wpadniemy tu z chłopakami ale katamaranem) i po chwili droga zaczyna serpentynami wspinać się na Chopok. W sobotę również na Słowacji było ulewnie więc na winkielakach leży mnóstwo żwirku, piasku i paprochów, ostrożnie więc wspinamy się w górę, po kilku minutach jesteśmy przy dolnej stacji kolejki na Chopok, niestety widoki przykrywają chmury. Wracamy do Mikulasza i jedziemy dalej w Tatry.

4. Bez emocji przejedżamy Liptovsky Hradok i za wskazaniami nawigacji lecimy na Stary Smokovec. Droga wiedzie wzdłuż autostrady, chmury całkowicie znikają, jest słonecznie, sucho ale nie gorąco. Na jednym ze wzniesień zatrzymujemy się by cyknąć fotki panoramy Tatr i okolicznych gór. Jest cudnie! Szczyty Tatr niestety wciąż spowijają ciemne chmury.

Żołądki zaczynają się też upominać o kolejne dawki paliwka... więc zaczynamy się rozglądać za jakąś karczmą. Niestety wszystko pozamykane, zimowy sezon skończony a letni jeszcze się nie zaczął. Jedziemy dalej a mnie zaczyna niepokoić że wciąż mamy autostradę po lewej. Już dawno powinniśmy pod nią przejechać i pognać w kierunku Tatr. Przy najbliższej okazji zatrzymuję się i konsultuje wskazania nawigacji z mapą. Okazuję się że już dawno powinniśmy zjechać w kierunku Vysoke Tatry – przeciągnęliśmy zjazd o jakieś 15km. Zawracamy i wracamy do Liptovskieky Hradok. Jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Przed Liptovkim Hradem odnajdujemy "micha" w lokalnej karczmie . Wrzucić na ruszt oczywiście smyżny syr i hranolki.+ kofola . I znów okazuje się że Słowacja to nie Polska i karczmie kartą nie da się zapłacić… Maciek jest wielki! Ratuje nas z opresji po raz trzeci i finansuje obiad. Jest bosko, jedzonko zacne i towarzystwo udane.

5. Wsiadamy na maszyny i dalej w drogę. Niecały kilometr dalej znajdujemy nasze zaginione skrzyżowanie na wylocie z Liptowskiego Hradoka i lecimy na Stary Smokovec.

WAŻNA INFORMACJA, stacja benzynowa na skrzyżowaniu to ostatnia, aż do Zakopca, więc warto wziąć trochę wachy by nie brakło na trasie:? !

Tuż za skrzyżowaniem po prawej mijamy malowniczą ruinkę zamku, bez zatrzymywania gnamy dalej. Ten odcinek to prawdziwy raj dla motocyklistów! . Droga szeroka, łagodne szybkie winkielki, ruch puszek praktycznie zerowy!. Coś pięknego!. Droga wieje się przez las, zakręty raz w lewo, raz w prawo, ładnych kilka kilometrów relaksu! . Potem droga lekko wspina się w górę po łagodnych zakrętach, widoki coraz piękniejsze, lasy są mocno wyrąbane (trochę przygnębiające) więc drzewa nie zasłaniają widoku. Po kilkudziesięciu minutach dojeżdżamy do Starego Smokowca. To zdecydowanie najpiękniejszy i najfajniejszy odcinek tej trasy POLECAMY!. Stary Smokovec to miejscowość typowo wypoczynkowa można by nawet rzec, klimacik lekko uzdrowiskowy .

6. Kierujemy się ku granicy, którą przekraczamy na Łysej Polanie. Droga dojazdowa momentami przypomina tarkę więc uważajcie. Następnie przez Poronin do Zakopca. Tam nawet się nie zatrzymujemy, ludu i katamaranów na pęczki więc decydujemy się jak najszybciej opuścić ten przybytek komercji. Na wylocie tylko kilka fotek z widokiem na Giewont i lecimy dalej, na Czarny Dunajec

Tu zaczyna nam się robić gorąco bo właśnie wachy zaczyna powoli brakować . Na migających kontrolkach docieramy nas stacje w Czarnym Dunajcu i tankujemy do pełna. Weszło ponad 21L… jechaliśmy na oparach. Kurcze nóg, odciski na zadku i ból krzyżów już ostro dokucza a przed nami jeszcze Krowiarki, Zawoja i powrót do domu. Traskę tę pokonujemy w spokojnym tempie serpentynki na Krowiarki bardzo ładne ale trudno nam już docenić ich uroki.

7. W Suchej Beskidzkiej rozstajemy się z Rakotwórczym - MACIEK DZIĘKI! – on tutaj odbija na Żywiec, my tniemy na Wadowice, Zator do domku. Po drodze jeszcze odpoczynek w Chrzanowie. Trawka przy dystrybutorach na stacji Shell wyglądała na bardzo atrakcyjną i wygodną . Prawdę mówiąc po 11,5h w siodle wydała się najlepszym łóżeczkiem jakie można sobie wymarzyć…. Stękamy i odpoczywamy do góry brzuchami dobre 15min… Potem już tylko autostrada i… po 20min jesteśmy w domu… za nami 595,5 km moto przygody było CUDNIE! chodź wszystko nas bolało na końcu!

POLECAMY TĘ PIĘKNĄ I MALOWNICZĄ TRASKĘ WSZYSTKIM NA WEEKEND JAK ZNALAZŁ

Kastor i nanka.