Wiadomości

Strona 1 z 56  > >>


26-11-2016
Napisał: bober
Pojawił się kolejny film w naszym nowym dziale z video relacjami.

13-11-2016
Napisał: bober
... na naszej stronie

04-11-2016
Napisał: bober
Już dzisiaj :)
Jesteś na: Relacje » Europa wschodnia » Czeska Szwajcaria i Karkonosze

Czeska Szwajcaria i Karkonosze (2012)

Autor: Kastor30

W środę dostałem upragnione kilka dni wolnego! Od razu z nanką postanowiliśmy, że w końcu wybierzemy się gdzieś dalej na moto:). Ostatnio natłok obowiązków nie pozwalał nam korzystać z tych przyjemności. Tylko sporadyczne wypady i nie zbyt daleko.. Tym razem jednak miało być inaczej. Szybkie sprawdzenie opcji i wy bor pada na Karkonosze i Czeska Szwajcaria!. W czwartek wyszukanie hotelu (zapowiadały się chłodne dni) i szybkie pakowanie, sprzedanie chłopaków Teściom i gotowe! Wyruszamy w piątek ok. 10:30, wybraliśmy drogę dłuższą ale wiodącą przez A4 do Krapkowic (Głuchołazy, Zlate Hory, Jesenik, Kłodzko, Borumov i Teplice, Turnov, Rokytnice nad Jizeru, gdzie był nasz hotel);

Hotelu szukałem po przez GoogleMaps, przeglądając te lokalne dróżki, szukałem pensjonatu lub hoteliku. Zależało nam jednak, by był głębiej w górach i gdzieś wyżej, by mieć ładne widoczki. Znalazłem Hotel Stumpovka przy Schronisku Górskim Dvoracky. Na miejscu położenie hotelu okazało się pewną niespodzianką, ale o tym później.

Pierwszy dzień

To dojazd w Karkonosze, ok. 350km. Zaczynamy A4, blisko 100km do Krapkowic. A4 jest już płatna, obawialiśmy się korków, a po doświadczenia z krakowską, również zdzierstwa i … spotkała nas miła niespodzianka . Przy bramkach korka nie było a za 100km A4 do Krapkowic zapłaciliśmy.. 3,7zł.! Bardzo miło. Teraz ku granicy! Po drodze spotkała nas jeszcze jedna miła niespodzianka, przed Prudnikiem podniesiono do standardu drogi ekspresowej spory odcinek trasy 414, ruch minimalny a dywanik równiutki . Można było sprawdzić możliwości maszyny fajna przekąska. Chwile później jesteśmy już na granicy polsko-czeskiej i chwila na odpoczynek.

Kolejny etap to odcinek Zlate Hory, przez Jesenik, do Kotliny Kłodzkiej. Wybraliśmy tę trasę, bo słyszeliśmy o niej bardzo dużo dobrego. I przyznam, że droga okazała się prawdziwym rarytasem . Nowy asfalcik, równiutki, droga wije się przez las, wzdłuż strumienia który płynie obok, lekko bujając raz w lewo raz w prawo, coś fantastycznego . W interkomie słyszę tylko ochy i achy nanki . W połowie tej trasy u szczytu wzniesienia na jest niewielkie letniskowe miasteczko, przy jego przekraczaniu zwalniamy, potem jeszcze kilka serpentyn już jesteśmy w Jeseniku.. To była absolutnie wspaniała przystawka, łagodnie połechtała opony naszej maszyny i zaostrzyła apetyt:).

Z Jasenika, nawigacja poprowadziła nas na Kłodzko, najpierw równiną, później wjeżdżamy na niewielkie wzniesienia, mijamy malownicze miasteczka i zamki na wzgórzach, potem gps wskazuje, żeby jechać na Travnę, i tak też się kierujemy (uwaga GoogleMaps nie widzi połączenia dróg między Pol i Cze). Droga znów wiedzie wzdłuż strumienia ale jej jakość jest gorsza (taka tarka) niż ta na Jesenik, pomimo to przyjemna i nie ma w niej dziur. Wkrótce dojeżdżamy do przełęczy i przekraczamy granice z Polską, co od razu odczuwa się w jakości drogi. Staje się nierówna i dziurawa.. ehh. Po kilku serpentynach zjeżdżamy do Lądka Zdroju i kierujemy się na Kłodzko. 

Za Kłodzkiem szukamy miejsca, by coś zjeść i przez przypadek trafiamy do Gościńca Romano http://www.romano.com.pl/ . W zasadzie to jest dom weselny, ale jako, że jest prowadzony przez liczną i bardzo gościnną rodzinę, poratowali nas przepyszną strawą (pełny obiadek), cisza i przemili ludzie. Jak będziecie w okolicach polecamy to miejsce. Po kilku kilometrach znów jesteśmy w Czechach. Teraz kierujemy się na Teplickie Skały i na Trutnov. Trasa jest niezwykle malownicza, wije się miedzy grupami skał, zapewniając nam co chwile powody do zachwytu!. Zaś zjazd z Wyżyny Adrspanskiej do Trutnova… mhym.. Sami zobaczcie.

Przy dojeździe do Trutnova pogoda się pogarsza, przy wyjeździe z tego miasta łapie nas spory deszcz. Stajemy na przystanku i chowamy się pod wiatą, niestety Suzi cała nie weszła … Kiedy deszcz lekko ustaje, przebieramy się w kondomy i jedziemy dalej, jakież jest nasze zdziwienie jak po ok. 500 – 700m droga staje się sucha! … niezły ubaw. Zatrzymujemy się i zdejmujemy kondomy hehe – niezła gimnastyka, polecamy na odchudzanie!

Dalej to już Karkonosze, przejeżdżamy u podnóża gór, mijamy wioski i miasteczka, przejeżdżając kolejne rondka (naprawdę mają ich tam kilka) po n’tym z kolei wjeżdżamy w góry, po kilkuset metrach nawigacja każe nam wjechać w stromą drogę w lewo, ostro pod górę. Jest zabawnie, kilka serpentyn, kilka polanek i cały czas ostro w górę.. Po kilkunastu minutach jazdy wjeżdżamy na polankę i naszym oczom ukazuje się zachwycający krajobraz CUDNIE! ale pogoda się pogarsza więc tylko klikamy foty i dalej w drogę – do hotelu mamy jeszcze z 15km. To było danie główne, choć kotlet nieco żylasty .

Na koniec deser - dojeżdżamy do Rokytna (dzielnica Rokytnicy nad Jizerou), dalej jedziemy zgodnie ze wskazówkami ze strony hotelu. Wjazd w parking, z niego odchodzi jedna droga, ostro w górę. Wjeżdżamy, jest to wymagająca droga, momentami ponad 35% wzniesienia!. Po 2 km kończy się asfalt i zaczyna szuter i kamienie! I dalej ostro w górę… tego się nie spodziewałem. W końcu po 4,5 km wspinania się pod górkę i pokonaniu blisko 900m różnicy poziomów dojeżdżamy do hotelu i …. Cóż za cudny widok!.

Hotel położony jest na zboczu Lysej Hory, ok. 1200m nad poziomem morza i ok. 900m nad poziomem doliny. Jesteśmy na granicy linii drzew i kosodrzewiny, a u naszych stóp doliny Karkonoszy i daleki widok na równinę Liberecką… łał!... Cóż za deser! Raj dla oczu i ducha wow!. Pokój dostajemy z widokiem . Do tego kufelek budvaisera i pyszna 4 daniowa kolacja (przystawka, zupa, danie główne i deser) i jesteśmy w niebie . Jest cudnie!.. http://www.dvoracky.cz/pl/stumpovka.html

Dzień drugi

To wyjazd do Czeskiej Szwajcarii. Przed nami ok. 300km – dojazd, pokręcenie się po okolicy i powrót. Mamy ambitne plany by jeszcze w drodze powrotnej przyhaczyć o wielką dziurę w Bogatyni. Wyjeżdżamy w miarę wcześnie, po dobrym śniadanku o 9 rano już jesteśmy na moto i zjeżdżamy z góry do cywilizacji. Tu muszę wam przyznać, że miałem niezłego pietra, wjazd na górę przy tych podjazdach, kiedy maszyna drze do góry to pikuś, zjazd na szutrze i kamolach przy 35% spadku, kiedy koło dostaje lekkich uślizgów.. uch, niezłe emocje. Chwilę później wjeżdżamy na krętą drogę, która prowadzi tuż przy górskiej rzece (nie potoczek to spora rzeka Jizera), z prawej mamy skalną ścianę z lewej wąwóz z rzeką, świetny asfalt! Szkoda, że droga była właśnie miejscami remontowana. Po kilku kilometrach dojeżdżamy do większego skrzyżowania i kierujemy się na Liberec, tuż za zakrętem, trasa okazuje się rajem motocyklistów! Droga jest szeroka, równiutka, zawijasy po 90 st, wyprofilowane i czyste, ruch niemal zerowy!. No przyznam w zakrętach można spokojnie przytrzeć podnóżki, nawet jak się leci w 2 osoby na maszynie. Nam się udało 2x … wspaniała sprawa!.

Potem droga nas wiedzie, po lepszych i gorszych trasach, do drogi ekspresowej, którą mijamy Liberec i lecimy na Decin. Po 1,5 godzinie jazdy jesteśmy już w Czeskiej Szwajcarii. Najlepsza trasa w tym rejonie przecina rezerwat z Jetrychowic do Hreńska. Wije się między skalnymi ścianami, widokowymi polanami na wzniesieniach, dużo zakrętów, mini serpentyn, i formacje skalne . MIODZIO!. Po drodze zatrzymujemy się w kilku miejscach, by pooglądać skały. Prawdziwą perełką jest jednak Hreńsko. Miasteczko przyklejone do skalnych ustępów a na dole potok. Potok ten dalej wpadał do Łaby, która w tym miejscu płynie szerokim nurtem w głębokim wąwozie!. Dnem wąwozu, obok rzeki prowadzi droga do granicy z Niemcami. My jedziemy do Bad Schandau, spojrzeć na ten rejon również z niemieckiej strony i wiecie co? Trochę to przeraża - w większości na trasie w terenie zabudowanym jest 30km/h! można dostać korby!. Wjazdy w wiele dróg, które w navi były dostępne są zablokowane(zakazy wjazdów). Strach myśleć że to do nas dotrze … ale widoczki bajeczne .

Wracamy tą samą drogą, po drodze zatrzymując się na popas, niestety zrobiło się nieco późno, serpentyny dały nieco w kość, więc rezygnujemy z Bogatyni i wracamy do hotelu. Co ciekawe navi wyznaczyła inną trasę powrotną, też bardzo ciekawą, chociaż szkoda, że jeszcze raz nie udało się przejechać „raju motocyklistów” i traski nad rzeką. 

Dzień trzeci 

To powrót. Poranek przywitał nas naprawdę chłodno ledwie 12st, bielizna termiczna + ciuchy to za mało 

 brr. Grzane manetki na max i jedziemy, w zasadzie zmierzamy wprost na granicę, tyle że na przełęcz Okraj. Po zjeździe z trasy obwodowej Karkonoszy, traska na Okraj to naprawdę bajeczka, wąwóz rzeczny, przy nim gładziutka jak pupa archanioła droga, która bujają w rytm rzeki w lewo i w prawo cudnie! Ok. 12 jesteśmy na okazałej polanie na granicy, po której przekroczeniu od razu poczuliśmy, że to nasze drogi. Już pierwsze serpentyny okazały się wysypane łachami piachu i żwiru do tego dziury.. ale dość narzekania! Później fajna droga do Świdnicy, krótki przystanek by zobaczyć Kościół Pokoju, pogadać z Włochami szukającymi drogi do niego, a potem na nową obwodnicę poszatkowaną rondkami, nudna autostrada…dom i koniec wspaniałej wycieczki. 

Karkonosze i Czeska Szwajcaria nasz zachwyciła! To zaledwie 350km z Górnego Śląska a emocje podobne jak w Alpach, świetne trasy i bardzo dobra infrastruktura. Chcemy więcej! wszystkich was zachęcamy do odwiedzenia tego regionu. Kastor30 i nanka

PS. Dla zainteresowanych kilka słów o regionie Karkonosze Czeskie to najwyższe pasmo górskie w Czechach (po rozwodzie ze Słowacją) Choć najwyższy szczyt Śnieżka ma zaledwie ponad 1600mnp, to jednak trzeba zaznaczyć, że charakter gór jest zdecydowanie alpejski;). Ponad to czeskie Karkonosze są większe niż polskie i lepiej ucywilizowane, aktywność pseudoekologów jest zdecydowanie mniejsza, więc jest duża ilość dróg o różnej kategorii, wyciągi i malowniczo położone hotele . Czeska Szwajcaria zaś nieco przypomina nasze góry stołowe, czy Teplickie Skaly, tyle że jest to zdecydowanie większy obszar, poprzecinany drogami, a malowniczość form skalnych nie ma sobie równych . Rozciąga się też na obszar Niemiec, gdzie nosi nazwę Szwajcarii Saxońskiej. To tyle